RSS
piątek, 21 września 2018

w dodatku atrakcyjny ;-)

15:04, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (6) »

Wyraźnie nie życzy sobie, żebym tu pisała. Już mi kolejną notkę w momencie publikowania wcięło. Nie chce mi się powtarzać, więc w skrócie: dziś po raz pierwszy od ponad trzech tygodni nie kaszlę z rana STOP w następną sobotę mamy imprezę STOP Halina również w w następną sobotę jedzie na wizytę studyjną do Włoch* i najprawdopodobniej ja ją będę musiał na godzinę czwartą rano odwieźć do Olsztyna STOP a potem zająć się organizowanie imprezy, bo sołtys panikuje - Haliny nie będzie, Haliny nie będzie STOP
*oczywiście cała ta wycieczka jest dla uczestników darmowa, finansuje Urząd Marszałkowski. Ja nie chciałam jechać, autokarem do Włoch? W życiu. Raz, jeden jedyny, jechałam na dalszej trasie autokarem i nigdy więcej. W dodatku nie z wyboru a z musu. To było wtedy, gdy się rodziła Ula, a oni nie mieszkali jeszcze w Kalifornii tylko w Zurychu. Ula się niestety rodziła wtedy jak ten cholerny wulkan na Islandii wybuchł i samoloty uziemniono.

10:21, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
piątek, 14 września 2018

oraz 10 rocznica opuszczenia małżonka. Nie ma co załamywać rąk nad przeszłością, ona już była i żadnego wpływu na nią nie mamy. Ale jednak - trochę żałuję, że to nie jest najmarniej 20 rocznica. Powinnam mego przewspaniałego małżonka opuścić wcześniej. Przynajmniej 10 lat wcześniej. Ale - nie ma co tego rozpamiętywać, jest jak jest, a jest bardzo dobrze. Czekam teraz jak na szpilkach na telefon od panów monterów co montują na naszym placu wiejskim piec chlebowy z grillem i wędzarnią. Bo mają mi dać znać jak skończą i mamy się tam udać w kilka osób na przeszkolenie z korzystania z tego pieca. Kilka dni temu została wykopana studnia, bo w tym kombo jest również kran i zlew, no super coś. A o tej rocznicy to bym nawet nie pamiętała, gdyby On mi życzeń z tej okazji nie przysłał. Gdzie mi między innymi napisał, że jestem chora na umyśle.

14:27, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 września 2018

Wczoraj jak jechałyśmy z Haliną przez las napotkałyśmy pana, który niósł pełne wiaderko prawdziwków. Hm, przypuszczam, że starym obyczajem grzybiarzy te prawdziwki były tylko na wierzchu, ale - chyba są. Grzyby. Ja od ponad tygodnia nigdzie nie łażę - czekam aż mi ten kaszel minie (dzisiaj wyraźnie lepiej), ale Halina owszem i mówi, że przez cały ranek nazbiera co najwyżej tyle co dla siebie na obiad. Ale ona chodzi, zresztą wraz z Krysią, tylko w jedno miejsce zwane "za Piotrem", bo jak twierdzi - tylko tam się nie zgubi. Ja tam łażę gdzie popadnie, dzięki temu wyczaiłam już kilka miejsc, w których rosną grzyby, jak są oczywiście. Ale - dzisiaj w nocy solidnie polało. Dodrze, że ostanie pół tony peletu szczelnie nakryłam (reszta już jest w komórce - temi ręcami). Ale - dzisiaj na grzyby nie pójdę - dzieci mają doroczny bieg leśnika. Znaczy się dzieci to syn i synowa. A babcia, czyli mła, dorocznie pilnuje w tym czasie dzieci. Ma też biec pasierb kuzyna co tu ma niedaleko daczę i po biegu u syna ma być ognisko. No to w trakcie ogniska oblecę okolicę. Jeśli są jakieś grzyby to tam na 100%. Tylko na co mi grzyby? Suszu mam jeszcze z tamtego roku, że hohoo. Marynowanych nie lubię, w ogóle nie za bardzo lubię grzyby. No, oprócz ich zbierania. No nic, za niecałe dwie godzina mam się stawić u syna - to pucu pucu i te de.

07:07, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 września 2018

Muszę własnymi rękami przerzucić sprzed wiaty do komórki. 70 worków już zagospodarowałam. Ach, bo mi wreszcie wczoraj pelet dowieźli. Syn z racji tego gdzie pracuje ma jakieś chody/znajomości więc nawet tanio wyszło - 650 PLN za paletę razem z transportem. A na palecie tona i jeszcze 50 kilo. Ja mu mówiłam, że dwie palety by mi wystarczyły - w tamtym roku wzięłam niecałe 3 tony (na palecie było 65 worków czyli 975 kg) i jeszcze mam z tego 25 worków czyli 375 kilo. No nic, ale są trzy palety to są i trzeba toto do komórki upakować. A facet przywiózł to ogromną, ale to naprawdę ogromną ciężarówą, miał na niej 8 ton (bo jeszcze 5 dla sołtysa) i jeszcze sporo miejsca było. I do tego wielgachny dźwig, bardzo wysoki, nie było szans, żeby te palety pod wiatę wtrynić. Ściągnęłam ze strychu plandekę, wczoraj pan przyjechał dopiero około czwartej, ja się nieczułam (mamo, ja się nieczuję - mawiała moja córeczka, jak była mała) więc dopiero dziś się za to wzięłam. Nic to - się zrobi.

Acha i byłam u lekarza, a właściwie u lekarki, Halina mnie wzięła za łeb i zawiozła - nie możesz tak kaszleć, już tyle czasu - dostałam antybiotyk, taki jakiś dziwny co się go bierze przez 3 dni po jednej tabletce. Ale - płuca i oskrzela czyste, to paskudztwo dzieje się gdzieś tam wyżej.

19:18, agnieszka_spod_szczytna
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 września 2018

działa thiocodin? Bo ja nadal kaszlę, okropnie wręcz, ale - dzisiaj jakby (wreszcie) wyraźnie mniej. Tyle, że o wpół do czwartej nad ranem kaszel tak mi przeszkadzał, że wzięłam thiocodin. Dzięki temu mogłam się przynajmniej wyspać. No, ale teraz, owszem, kaszlę, ale - znacznie mniej i nie tak dokuczliwie. Czy to nadal hamujące działanie thiocodinu czy, może, wreszcie się polepszyło? Tak czy inaczej czeka mnie dzisiaj noszenie peletu, ma być dzisiaj dostarczony i Maciek powiedział ,że pan przywoźnik dysponuje takim autem, że nie jest w stanie wstawić mi wszystkiego pod wiatę, no to, kurde, będę musiała to wnieść na własnych plecach. Bo ponoć ma padać. Pelet jest w workach, ale te worki mają dziureczki, a pelet zamoknięty rozpada się na proszek i się już do niczego nie nadaje.

08:54, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 września 2018

Najpierw zamiast lecieć nad Islandią i tylko musnąć czubeczek Grenlandii - Islandię w ogóle pominął za to nad Grenlandię wleciał het het, bardzo daleko na północy. Opóźnienie z 25 minut (z takim wystartował) wzrosło do prawie dwóch godzin. Ale potem poleciał stromo na południe, po czym przeciął Kanadę prawie równoleżnikowo. Zamiast przelecieć jak zwykle gdzieś tak pomiędzy Calgary a Reginą pognał prawie że na wybrzeże i teraz leeci, leeci prosto na południe. Nigdy taką trasą nie lata. Dziwne. Aa, bo moi wracają do domu, a ja jak zwykle śledzę ich lot. Samolot nadrobił spóźnienie, może dzięki tej nietypowej trasie? I na miejscu ma być za niecałą godzinę.

21:10, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
piątek, 31 sierpnia 2018

tego przemoknięcia na wycieczce i suszenia ubrań na sobie. Kaszlę tak, że mało mi gardło nie pęknie i 38.3. Na razie leczę się sposobami domowymi, ale jak do poniedziałku nie przejdzie - pójdę do lekarza.

20:18, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 sierpnia 2018

niż organizatorem. Cały czas byłam spięta, czy wszystko wypali, czy nikt mi się nie zgubi. A gdzie się znowu podziały Andżelika z Wiktorią? To dziewięcioletnie bliźniaczki mojego najbliższego sąsiada (ba - 500 m ode mnie, ale jego psy słyszę), ciągle gdzieś znikały. Aż mi Jarek, nasz leśniczy rzekł - daj se spokój z tymi dziewczynami, przecież jest tu ich ojciec, niech on się martwi. Ale - przypuszczam, że uczestnicy wycieczki bawili się nieźle. Chociaż podczas zwiedzania twierdzy cały czas padało. Nie lało jakoś bardzo, ale drobny deszczyk siąpił. Pan przewodnik prowadził nas więc szybciutko od obiektu do obiektu, gdzie się dało wchodziliśmy pod dach ("tutaj wchodzić nie wolno, ale...") i dopiero tam snuł swoją opowieść. Przynajmniej nie padało podczas rejsu statkiem, aczkolwiek przez pół rejsu latałam po statku i liczyłam ludzi, bo mi się tak rozpełzli po porcie, że nie byłam pewna czy wszyscy wsiedli. No nic, ludzie chyba byli zadowoleni, bo mi na koniec odśpiewali sto lat i zahiphiphurowali ;-)

08:22, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 sierpnia 2018

misia w teczkę. A misiu fiku miku... Mam zapisanych 42 osoby, czyli prawie na styk, bo największy autokar naszego zaprzyjaźnionego przewoźnika ma 43 miejsca. Ale przypuszczam, że nie wszyscy, jak zwykle, stawią się na miejsce zbiórki. Tydzień temu na spływie zabrakło czterech osób. Ale - zawiadomili mnie poprzedniego dnie wieczorem, że nie przybędą. Teraz nikt nie dzwonił, że nie. No więc - jedziemy do Giżycka. Tam mamy zamówiony rejs statkiem po jeziorze Niegocin oraz przewodnika po twierdzy Boyen. Potem godzinka-dwie czasu wolnego i wracamy. Finansuje nam to gmina z dwóch projektów, jeden w ramach szerzenia kultury, poznawania dziedzictwa, historii i te pe (transport i twierdza Boyen), a drugi z funduszu zapobiegania alkoholizmowi i narkomanii. To na tym rejsie będziemy twórczo i ochoczo zapobiegać ;-) . I to ja, ja osobiście, com całe życie siedziała w kącie i starała się być niewidzialna, ja zdobyłam fundusze i ja wszystko zorganizowałam. Ja. Nie chwalęcy się. No to lecę, wyjazd mamy zaplanowany na siódmą, powrót - około siedemnastej.

06:33, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 209