RSS
piątek, 17 listopada 2017

Matko jedyna, nigdy w życiu nawet mi przez myśl nie przebiegło (pędem) iż zostanę działaczką wiejską. Że bez żadnego stresu będę umiała odezwać się w większym gronie obcych ludzi. Że nawet jeśli moja wypowiedź zostanie zignorowana to mi to będzie obojętnym kalafiorem zwisać. Phi, pomyliłam się, i cóż z tego errare humanum est. Jestem pewna siebie, otwarta, znam swoją wartość i w ogóle - innym człowiekiem jestem. Myślę, że teraz jestem ta prawdziwa Agnieszka. A co, a niby dlaczego nie. Naprawdę, nie chwalęcy się, wiele dokonałam i to jest fakt. No i super, duper, jestem wspaniała i tyle. Na dodatek to co robię bardzo mi odpowiada. A skąd ta refleksja? A bo wczoraj (przegapiłam) minęło mi 3000 (słownie : trzy tysiące) dni, hm, wiadomo bez czego. Ja tam już od dawna nie zliczam tych dni, ale mój terapeuta (bywszy) - owszem. A co do spraw bieżących to szkolenie, na którym jestem, jest dosyć męczące. Zajęcia od dziewiątej z rana do ósmej wieczorem z dwugodzinną przerwą. Ale - naprawdę ciekawe i, jak sądzę, nabyta wiedza może się przydać w mojej działalności. Jessuuu - ja! Działaczka! No nie mogę.

15:31, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (7) »
środa, 15 listopada 2017

No bo tak. Jak sobie siedzę sama w moim super domeczku i nic nade mną nie wisi to mi pierwszego-drugiego dnia jest cudownie, trzeciego zaczynam się czuć nieco nieswojo. Czwartego pod wieczór to już tylko chcę umrzeć natychmiast, albo przynajmniej po ścianach chodzić. Ale jak się dzieje - to też, kurdele bele, źle i tylko myślę - kiedy to się skończy i wreszcie w spokoju ducha będę mogła se siąść na fotelu i nic nie musieć. Bo dzisiaj zaraz musimy jechać do gminy, przy okazji złożyć sprawozdanie z ostatniego już w tym roku projektu, a głównie to po to, by ustalić co nam gmina tudzież GOK (Gminny Ośrodek Kultury) może dać na stoisko, które obiecałyśmy przygotować na Forum co ma się odbyć w przyszłym tygodniu w Mrągowie. Tam co to mam wystąpić jako krowa. A jutro jedziemy na 3-dniowe szkolenie do Łowicza. W zasadzie to nie szkolenie tylko warsztaty z Komunikacji w Społeczności Lokalnej, bardzo kameralne, bo ma być tylko 16 uczestników. Spróbuję wydębić w gminie delegację przynajmniej na to forum, znaczy się za podróż, a niby dlaczego nie, jak się da. A na dodatek szambo mi kipi, a tutaj u mnie podczas mojej nieobecności ma zamieszkać przyjaciel syna ze swoją najnowszą kobitą, a pan Darek szambiarz będzie dopiero w sobotę.

11:56, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 listopada 2017

Nie wiem od czego zacząć. A bo tak. W piątek przyszło mailowe zawiadomienie o zgłoszeniach na forum. Takie mamy tutaj doroczne wojewódzkie Forum Odnowy Wsi, gdzie głównie podsumowuje się ostatni rok działalności, chwali dokonaniami przy okazji można się dowiedzieć jak inni to czy tamto zrobili i ewentualnie zastosować u siebie. Ja się oczywiście natychmiast zgłosiłam zapytując zarazem o co biega z tym przebraniem, albowiem w zaproszeniu stojało, iż na czwartkowy wieczór obowiązuje przebranie. No to mi dziś Kamila (jedna z organizatorek z Urzędu Marszałkowskiego) odpowiedziała, że obowiązkowo trza się przebrać za coś czym się nie jest, np za marchewkę. No to przejrzałam w myślach swą garderobę i jedyne co mi przyszło do głowy to by się przebrać za elegancką damę (na co dzień chodzę w dżinsach, ale mam jeden strój wyjściowy), ale zaraz sobie pomyślałam, że cóż to za przebranie, wszak uczestnicy forum nie wiedzą, że na co dzień bynajmniej elegancka nie jestem. No to zaczęłam grzebać w internecie, ale tam głównie jakieś sexi mexi króciutkie spódniczki i te pe i te de, a jak coś dłuższego i zakrywającego ramiona to okropnie drogie. A na cóż mi taki drogi kostium do jednorazowego użytku. Zajrzałam na allegro i tam mi od razu wyskoczyły kombinezony-piżamy, które zarazem z powodzeniem mogą służyć za przebranie. Tu należy wspomnieć, że się już od jakichś dwóch lat przymierzałam do piżamy-pajaca, ale jakoś się zdecydować nie umiałam. No to teraz miałam impuls popychający - kupiłam krowę. A bo tak, krowę i już.

09:34, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (8) »
sobota, 11 listopada 2017

Circa ebałut połowę. Tyż piknie. Imienne oświadczenia wolontariuszy sporządzone. I to w dodatku każde oddzielnie, bo ten głupi chrombook (darowanemu koniowi i te de) nie posiada funkcji korespondencji seryjnej. No nic, nie było tego znów tak wiele - 17 sztuk. Co do faktur - pierwszy krok zrobiłam - wszystkie papiery dotyczące stowarzyszenia leżą już na stole ;-) Na strychu nie byłam, ale domek dla dzieci przygotowany na przyjęcie poskładanej trampoliny. Jakoś mało była w tym roku wykorzystywana. Jak trochę podeschnie spróbuję ją sama poskładać. W Jedwabnie byłam, pozałatwiałam co trza. Zegara, zegara chcę. Łapię się na tym, że co i raz zerkam na mój stary zegar, a tam nieustająco, już od ponad tygodnia 10 po siódmej i jakoś inaczej być nie chce. Zegar już jedzie, znalazłam w końcu dokładnie taki jak chciałam, no prawie, bo średnicę ma 33, ale cóż to są te głupie 3 cm wobec wieczności. Zresztą - zmieści się, zmierzyłam. A dziś się zbieram, na dziesiątą do Halinki, bo coś tam jej i jej koleżance Ance mam przy komputerach pomóc. Ta Anka to tyż przybysz z wielkiego miasta, ale ona się do miejscowych dystansuje, bo to pani wielka jest. Co i raz opowiada kogo to ona nie zna i z kim się nie koleguje. Z ludzi znanych. Jej. Bo mi te nazwiska co je z dumą wymienia nic nie mówią.
P.S. dzisiaj też się popisała, no niech ja skonam. Pokazała zdjęcie ze zjazdu absolwentów w iluśtam lecie ukończenia studiów i wskazując na jakiegoś starszego pana rzekła - a to jest syn Oleksego. Na co ja, że Oleksy to mniej więcej z naszego pokolenia jest to tego syna jakoś nietypowo wcześnie musiał mieć. A ja powiedziałam syn? Niee, to kuzyn. Kurcze co za dziwna istota, dodawać sobie znaczenia w taki sposób?

08:51, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 listopada 2017

Koniecznie dziś:
1. uporządkować domek dla dzieci w tym
-pozbierać z zewnętrza wszelkie zabawki, umyć je, wysuszyć i poukładać w domku
-mebelki domkowe poskładać na kupę
-umieścić w domku stelaże od leżaków, poduchy dać na strych
2. pójść sprawdzić co się dzieje na tyle działki z różami posadzonymi w miejscach prześwitów pod ogrodzeniem, przez które właziły mi tu obce psy z upodobaniem obsikując mi ganek - wczoraj znowu jakiś był
3. zanieść na strych letnią pościel (zimowa już zniesiona, letnia uprana i wysuszona)
4. wywalić na kompost zawartość odpowiedniego kubła, a do dołu popiołowego zawartość węglarki co już pełna popiołu jest
5. uporządkować papiery stowarzyszeniowe w tym
-wyodrębnić wszystkie faktury, które muszą się znaleźć u księgowego
-na osobną kupkę dać te, które opłaciłam z własnej kieszeni w celu odebrania kasy od skarbnika
6. sporządzić imienne oświadczenia wolontariuszy biorących udział w tegorocznym sprzątaniu cmentarza, wysłać je do Haliny w celu wydrukowania i zebrania pod nimi podpisów
7. pojechać do Jedwabna
-po małe zakupki
-by wysłać do Hameryki, ło Jezu, ło Jezu wielką pakę z książkami, co mi tu kurier przyniósł
-by oddać do biblioteki książki co mi je Małgosia w tym celu zostawiła.

No to chyba tyle. Więcej pracek nie pamiętam (na razie), za wszystkie serdecznie dziękuję, wykonać je obiecuję.

06:47, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 listopada 2017

Gdy przestawiałam mój wspaniały awangardowy zegar kuchenny na czas zimowy ten mi wziął był i upadł. Z samej góry aż na podłogę. No i szlag go trafił. Cykać cyka, ale nie chodzi. Ponieważ jego awangardowość polegała na tym, że składał się tylko z mechanizmu i wskazówek (bez obudowy) to trafienie go przez szlag jest jak najbardziej wytłumaczone. No i tego - nadejszła wiekopomna chwila - aby kupić nowy. Tym razem, ponieważ ów awangardowy (w dodatku czerwony) niespecjalnie był czytelny, zwłaszcza w mroku, postanowiłam kupić coś super ekstra czytelnego. No i sterownego radiowo, co by go ze ściany zdejmować wyłącznie do wymiany baterii - mniejsza szansa na upuszczenie ;-) Czyli - ma mieć białą tarczę, duże czarne cyfry, grube czarne wskazówki. No i ma kosztować poniżej stówy, no już bez przesady. I średnicę ma mieć 25-30 cm. Ni mniej ni więcej, to i tak spora tolerancja, no nie? No i dzisiaj trafiłam na wizualnie idealny, sterowany radiowo, ale - nie podano wymiarów. No kurde. Napisałam do sklepu, ale czy raczą odpowiedzieć? No nic, poczekam. A teraz się biorę za wyszukiwanie sukni balowej dla Heli - takie złożyła zamówienie na prezent urodzinowy. Wypisała na kartce listę prezentów, hm, na pierwszym miejscu była świnka morska. Na co jej, kurcze, takie mało kontaktowe stworzenie skoro ma w domu kota, dwa psy i kilkanaście kur. No, kury to na zewnątrz, kot i jeden z psów też. No ale suknia też, bo z poprzedniej (zresztą też ode mnie*) już wyrosła.
*spędziłyśmy we 3 (Hela, Zosia i ja) całe popołudnie nad komputerem wybierając te suknie, po czym ja napisałam do Mikołaja i on je przyniósł :-)

11:11, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 listopada 2017

Już wczoraj było ładnie i nawet na dwie godzinki przestałam gnić w fotelu tylko sobie poszłam na spacer. Samowtór z Kropką, bo moje kijkowe koleżanki w soboty sprzątają. A w niedziele świętują. Więc w te dwa dni nie chodzą. A wczoraj z wieczora zadzwoniła ta namolna Małgosia co to ma daczę w sąsiedniej wsi zapraszając mnie na świeżo upieczone ciasto. Syn z synową równym głosem mówią, żeby ją pędzać, bo jak się zamrowi to się jej w życiu nie pozbędę. No, ale w końcu przez całe lato unikałam jej jak mogłam, to, kurcze, raz w roku mogę ją odwiedzić. Zwłaszcza, że jest tu z mężem, a on taki bardziej normalny jest. To może nawet na rowerze pojadę? To tylko 4 kilometry, mniej więcej.

08:45, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 listopada 2017

Było, minęło, nie żyje już od dawna i co tu się przejmować. Być może moja rodzina o tym wiedziała, albo się domyślała albowiem ów wuj, zresztą jedyny brat mojej mamy, był bardzo źle widziany w moim domu rodzinnym. Rzadko bywał i jakimiś krzywymi minami był witany, mój tata przeważnie się gdzieś wymykał, a my u nich jeszcze rzadziej gościliśmy. Zawsze myślałam, że mają mu za złe iż rozwiódł się był ze swą pierwszą żoną, ponoć dlatego, że ta ostatnia nie chciała mieć z nim dzieci. Miała córkę z pierwszego małżeństwa (mąż zginął w czasie wojny) i obawiała się, że nowe dzieci zepchną tę córkę na drugi plan. Nikt mi nigdy tego wprost nie powiedział, taki sobie obraz, być może całkowicie fałszywy, wytworzyłam na podstawie półsłówek i niedomówień. Może przyczyna owych skąpych kontaktów była inna, kurcze, teraz wiem jaka. Ewentualnie. Poszłam jednak za ciosem i sprawdziłam w bazie IPN pozostałych członków mojej rodziny. Nikt więcej się nie splamił. No i ok. A póki co muszę się zająć sprawami bieżącymi. Sporządzić nowy kosztorys naszej wsiowej wycieczki na Grunwald, albowiem budżet został przekroczony o 5 zł - o tyle był droższy parking dla autokaru. Co prawda te 5 zł dokładamy z funduszy własnych, ale w kosztorysie musi to być uwzględnione. Dzisiaj muszę siedzieć kamieniem w domu, bo ma przyjechać pan kominiarz. Już trzeci raz jestem z nim umówiona. Za pierwszym razem w ogóle się nie pojawił. Za drugim ja nawaliłam - umówiłam się i zapomniałam, pojechałam na zakupy a tu on dzwoni - stoję pod pani domem. To może teraz się uda - do trzech razy sztuka, wszak.

09:34, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
środa, 01 listopada 2017

to wiekopomne zdanie wypowiedział ponad 100 lat temu mój wuj do mojej mamy. Łatwo się domyśleć co oznacza, w jakich to było okolicznościach oraz ile ów wuj miał podówczas lat. Taka miała być moja dzisiejsza notka - wspomnienia z dzieciństwa moich bliskich. Ale coś mnie podkusiło i wpisałam w google imię i nazwisko owego wuja. Ludzie! Jestem prawdziwie wstrząśnięta! Nic a nic nie zmieszana tylko wstrząśnięta! Zaraz jadę do syna w celu zaznajomienia mojego psa z jego zwierzyną to się tą hiobową wieścią z nimi podzielę, bo inaczej pęknę. Otóż, no wstyd, wstyd, ale przecież ja za wuja nie odpowiadam, a w dodatku on już od dawna nie żyje, ale - wstyd i tak. No więc, jak wpisałam w google jego imię i nazwisko wyskoczyło mi najpierw mnóstwo niewiadomoczego, ale kiedy doprecyzowałam miasto, w którym mieszkał, i Boże, aż się wstydzę napisać. Bo wyskoczyły mi ujawnione akta IPNu i tam stoi jak byk, że w latach 1953-1977 był informatorem SB. Mój wuj, rodzony brat mojej matki. Nieeee. Lepiej nie poszukiwać swoich zmarłych bliskich w googlach, bo się można dowiedzieć o czymś o czym wcale by się wiedzieć nie chciało. Czyli - jakbyś nie gmyroł to byś nie wygmyroł - jako wg rodzinnej legendy rzekł był jeden dorywczy robotnik mojej babci do drugiego, gdy ten ostatni z dna faski z zsiadłym mlekiem wyciągnął mysz.

08:02, agnieszka_spod_szczytna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 października 2017

Opowiadałam o moim traumatycznym przeżyciu związanym z w/w? A jeśli nawet opowiadałam to cóż z tego, a kto mi zabroni opowiedzieć tyle razy ile mi fantazja na to pozwoli. Wszak już nikt na mnie nie ryczy - już mi to mówiłaś, jako to On czynił. No więc tak. Jakem miała coś ze 12-13 lat często chodziłam z grupą koleżanek do jedynego w naszym miasteczku kina. W owym czasie jeszcze mało kto miał telewizor (myśmy na ten przykład nie mieli). No i pewnego razu siedzimy se w kinie z koleżankami, a tu wchodzi na salę pani bileterka i pełnym głosem woła - Agnieszka taka-a-taka (tu padło nazwisko) proszona jest do wyjścia, babcia przyniosła ciepłe majtki. No! Moje ówczesne koleżanki do tej pory owo wydarzenie wspominają. Babcia kilka lat później była się przeniosła na łono Abrahama, a ja już nigdy ciepłych majtek, no wiecie, takich z nogawkami i na baji, nie założyłam. Babcia poniekąd miała rację (nawet, kurdele bele zaglądała moim koleżankom pod spódnice sprawdzając czy owe niewymowne założyły) albowiem podówczas nie było rajstop dla takich dużych pannic. Nosiło się pończochy, które kończyły się grubo poniżej zwykłych majtek i bez tych majtasów z nogawkami miało się spory pasek gołej skóry. Ale...

06:54, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 194