RSS
niedziela, 24 września 2017

bo już nie mogę z tymi grzybami. Wczoraj pojechałam nakarmić zwierzynę syna, bo oni byli wyjechani i przy okazji tak się tylko przeszłam wokół ich domu, no takie troszkę większe wokół, półgodzinne. I 3/4 kosza mi się uzbierało. No to po imprezie musiałam to obrobić. Poszłam stamtąd jak już zostało chyba tylko z 10 osób w stanie mocno wskazującym na spożycie ;-) Wycelowałam akuracik, bo jak dochodziłam do mojej drogi to nadjechał Darek. Rozpakował auto, przespał się i z samego rana pojechał. Odstawić żonie auto, a sam jutro ma przyjechać autobusem. A dzisiaj po obiedzie poszłam na mały spacerek i mam pełną suszarkę prawdziwków i trochę kozaków i podgrzybków w piecyku. Już nie zbieram, koniec, dosyć, basta. Jutro z rana kosmetyczka, potem Szczytno - Halina kupuje spodnie i ja mam jej doradzić, potem muszę zrobić przegląd auta i umyć je, odebrać Darka z autobusu i potem już tylko myśleć o pakowaniu. Halina chce jechać z samego rana. Na razie udało mi się stargować z wpół do siódmej na wpół do ósmej, na więcej chyba nie pójdzie. No i kurde po co. W sanatorium mamy się stawić dopiero o drugiej. Oma mówi, żeby lepszy pokój dostać. Ja przypuszczam, że pokój już dawno mamy przydzielony.

18:58, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 września 2017

Aj tam, zupełnie mi się nie chciało. Ale ponieważ wczesnym popołudniem jechałam do syna popilnować wnuczęta (teraz to zupełnie insza inszość, żaden problem, dwie starsze zajmują się sobą nawzajem, a ten mały jeszcze nie gada) to se wzięłam kosz, obeszłam ich dom dookoła i pół kosza się zebrało, w tym 6 prawdziwków. A na mojej działce znowu kupa rydzów, aż żal, żeby się zmarnowały, ale ja mam już dosyć, no ile można. Jutro ma przyjechać Darek to jutro mu usmażę. Przyjeżdża autem i przywozi swoje rzeczy na pobyt. No bo ja do sanatorium, a on mi tu domu będzie pilnował, no i opiekował się psem. W niedzielę odwozi auto żonie i we wtorek już się pojawia na stałe. Ale, kurcze blade, no ja nie mogę. Po co mu tyle rzeczy, na 3 tygodnie raptem, że aż je musi osobno autem przywozić? Ja na ten sam czas zabieram jedną niespecjalnie dużą walizkę. No nic, jego sprawa, ja się tylko dziwię trochę.

11:15, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 września 2017

czy nie iść. Oto jest pytanie. Bo to już ostanie podrygi. Nie grzybów, ale moje grzybowe, albowiem w środę rano wyjeżdżam do sanatorium. Ale z drugiej strony - już mam nasuszone bardzo dużo. Ale z trzeciej strony jesienią zapowiada mi się sporo wizyt (moich) tu i tam ze szczególnym uwzględnieniem spotkania koleżanek z firmy, w której razem przepracowałyśmy kilkanaście lat. Czy coś z tego spotkania wyjdzie, nie wiadomo, ale dostałam sygnał, że się coś takiego szykuje. A ładnie uszyty woreczek z suszem grzybowym od wsiowej (czyli mła) dla miastowej to moim zdaniem bardzo fajny prezent. No nic, na razie pasztet się piecze na sobotnią imprezę (znowu mamy imprezę wsiową) i muszę poczekać aż się upiecze. Dobra, się zobaczy, chyba mi czasu nie starczy, bo na trzecią mam pojechać pilnować wnuków, a przedtem jeszcze muszę zajrzeć na warsztat, bo nie umiem żarówki w aucie zmienić. A wczoraj na obiad znowu miałam rydze, no, takie piękne były i tak dużo, że nie mogłam się powstrzymać aby ich nie zerwać, oczywiście wyłącznie na mojej działce.

09:40, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
środa, 20 września 2017


już są wszystkie ususzone.

15:41, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 września 2017

Bo tak prawdę mówiąc niewiele ich mam. Te co zebrałam wcześniej wysłałam córce z myślą, że przecież se jeszcze uzbieram. No i uzbierałam, a jak. Suszyły się i suszyły, w piecyku, nie w suszarce, bo w piecyku jakoś, moim zdaniem, lepiej wychodzi. Piecyk nastawiony na 60 stopni z termoobiegiem, cud miód ultramaryna. No i wieczorem były już prawie suche to sobie myślę - nastawię na chwilkę piecyk na maksa w międzyczasie wstawię pranie (w nocy jest taniej), wyłączę piecyk i pa lulu. No niestety. Wykonałam tylko dwie z tych czynności - pranie i pa lulu. Kiedy już już zasypiałam ocknął mnie zapach wcale niecnotliwy. GRZYBY! ło matko, biegusiem, ale było za późno. Z piecyka się dymiło, prawdziwki przepadły. No to dzisiaj już muszę, zwłaszcza, że nie pada, a i słoneczko świeci, więc muszę się przejechać na moje prawdziwkowe miejsce. Niech no tylko nieco podeschnie i się ociepli. Jak wrócę - zdam relację, czy tam jeszcze są czy to był jednoroczny wybryk natury. Bo kosiłam je tam dwa lata temu.

08:30, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 września 2017

Kurcze, takiego zatrzęsienia to tutaj jeszcze nie było. rosną mi na trawniku, koło schodków na taras, no, wszędzie. Wczoraj byli tu znajomi, zbierali poza moją posesją, bo te wewnątrz obiecałam synowi i nazbierali pełen kubeł. A ja się przeszłam po mojej posiadłości i mam tyle:

Ponieważ mam ich już po uszy tę łubiankę zawiozłam do syna - zjedli ze smakiem. W ogóle grzybów w tym roku dużo jest. Dzisiaj, oprócz tych rydzów nie zbierałam, bo niech se te miastowe pozbierają w łikend, ja se mogę w każdy inny dzień. Miastowe zresztą biorą jak leci - goście syna zbierali nawet maślaki, turki i opieńki co my wsiowe ludzie traktujemy jak muchomory. Nie w tym sensie, że trujące, ale że tak interesujące. Maślaków nikomu się nie chce sprawiać, dwoma pozostałymi nie chcemy se koszy zapychać w dodatku ile tego można zjeść. A ja w dodatku w occie nie lubię. W ogóle to niespecjalnie lubię grzyby. Jeść. Ani ich obrabiać. Lubię je zbierać. Takie kozaczki jędrne i wyniosłe, prawdziwki wielkie i zdrowe (malutkie też mogą być, ale te wielkie więcej smaku mają),no, ostatecznie podgrzybki - to po ususzeniu na prezenty dla miastowych. No.

18:02, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 września 2017



bo

tak se ino wyskoczyłam na pół godzinki w okoliczne zagajniki.

09:20, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 11 września 2017

bo oni już w samolocie i póki co - kołuje. A powinien wystartować już 16 minut temu. Na przesiadkę mają tym razem niewiele czasu, no, ale lotnisko we Frankfurcie nie jest znowu jakieś bardzo duże, no a poza tym samolot przesiadkowy czasem czeka, troszkę. Może taki za ocean to nie? Aj tam, co ja się tu, zaraz wystartują.

A mi póki co te mipustki ("wielkieś mipustki uczyniła w domu moim"*) wcale nie przeszkadzają, a wręcz przeciwnie. Jak już wróciłam wczoraj z Biegu Leśnika (kurde, nie biegałam, broń mnie panie boże, uczestniczę już od lat w tym biegu w charakterze opiekunki do dzieci, gdy rodzice biegają**) usiadłam w ciszy, ludziee, w ciszy! Nawet telewizora nie puściłam, nawet robótki w rękę nie wzięłam. I tak sobie w ciszy nicnierobięcy siedziałam, super było.
*tak naprawdę to pan Kochanowski napisał "wielkieś mi uczyniła pustki", ale w tej wersji nie ma mipustek
**mam na myśli rodziców moich wnuków, innych dzieci nie pilnuję ;-)

P.S. no, wystartował, lecą, leecą

07:38, agnieszka_spod_szczytna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 września 2017

nikt nikogo nie wysmarował niczym. Aaa, chlip, chlip, buuu, chlip, dzisiaj wyjeżdżają. Stanowczo, ale to stanowczo za krótko, ja się nie zgadzam, ja chcę więcej. No, owszem, no skarby dały się mi trochę we znaki, zwłaszcza jak nieustannie padało. Ale wczoraj np było ładnie. Zrobiliśmy wielką rodzinną imprezę urodzinową plenerową u syna. Ognisko, kiełbaski, takie tam. Syn mieszka jeszcze bardziej w lesie niż ja. Co i raz ktoś się odrywał od towarzystwa, znikał w lesie i wracał a to 2 prawdziwki, a to 5 kozaków, a to garść podgrzybków. Uzbierali w sumie cały wielki kosz. No, impreza trochę trwała, będzie tak ze sześć godzin. Teraz to wszystko jest już ususzone, na dwie suszarki z przekładaniem. Szacowna jubilatka dostała prezenty, odśpiewano jej 100 lat, zjedzono tort (bez mąki i cukru, szczerze mówiąc, hm, taki sobie) i próbowano ją nauczyć pokazywania na palcach ile ma lat (trzy), ale to ostatnie jakoś nie za bardzo się udało, na razie. Dziewczyny się ze sobą wybawiły, zresztą wczorajszą noc spędziły razem, nasze, te starsze, nocowały u syna. No i cóż, i to by było na tyle, zobaczymy się znowu mniej więcej za rok, nie licząc widzeń na ekranie, ale co to za widzenia.

P.S. Pan Darek-szambiarz wczoraj z rana wybrał co trza, więc nic mi nie wybulbul, na szczęście.

07:04, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 września 2017

szambo. Gadać babie - nie lej tyle wody, nie zmywaj w rękach, po co to szorujesz, włóż do zmywarki. Nic nie działa - ale ja tylko, kurde, ona tylko... A szambo zaraz będzie kipieć, pan Darek-szambiarz przyjedzie dopiero jutro, nie miał czasu w tygodniu. Nic na nią nie działa, znowu leje te wode i leje, znowu coś zmywa, bo ona tylko... No nie moge.

16:51, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 191