RSS
niedziela, 28 maja 2017

Halinka wraca. Mam po nią pod wieczór wyjechać do Nidzicy. A od jutra - po pierwsze primo - wznawiamy kijkowanie*, a po drugie primo ;-) ostro się bierzemy do roboty - trzeba przygotować nasz wyjazd studyjny do bratniej wioski. Jak wiadomo bratnią wioskę najlepiej wybrać jak najdalej - sąsiednie nijak się do tego nie nadają ;-) Więc owa wioska jest odległa o 120 km i chyba tyle wystarczy aby kontakty nie zakończyły się ogólnymi dąsami, pretensjami, wzajemnym obwinianiem i te pe i te de. Jak to miało miejsce 2 lata temu, gdy wspólnie z wioską sąsiednią organizowaliśmy imprezę. Na 18 czerwca mamy zaplanowany wyjazd do tej wioski, trzeba sprawdzić w banku (po uprzednim załatwieniu dostępu do konta) czy już są pieniądze z dotacji, trzeba zwerbować uczestników (na razie mam 7 pewnych i drugie tyle niepewnych), a powinno być ich około 15, transport już załatwiony. I obgadać z tamtą wioską co i jak, kto za co płaci, i takie tam różne. Halinka się już martwi jak to będziemy rozliczać, bo ona nie ma pojęcia. Ja też, na razie nie mam, ale będę się tym martwić jak już to trzeba będzie robić. A jak się znam - przyciśnięta się wezmę, nauczę i zrobię.

*Udało mi się pod jej nieobecność ani razu nie pójść z Krysią samowtór. Chociaż ona kilka razy dzwoniła. Ale pomyślałam sobie, do licha, dlaczegóż to mam się zmuszać do czegoś przykrego. Krysia gada i gada bez ustanku o nieznanych mi ludziach, to by nawet mogło być w braku laku do zniesienie gdyby nie to, że o wszystkich mówi jeśli nie z nienawiścią to przynajmniej z dużą niechęcią i same złe rzeczy. Jeszcze nie słyszałam od niej jednego dobrego słowa o kimkolwiek. I wisi mi całkowicie obojętnym kalafiorem co też tam do innych ona o mnie gada, ale słuchanie tego co ona wygaduje o innych jest ponad moje siły.

09:16, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 maja 2017

Jak mama z robalem w dziobie podlatuje drą się wniebogłosy.

14:57, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 maja 2017

Kilka dni temu zauważyłam, że mam w rynnie koło ganku gniazdko z pisklakami. Sikorczymi. No bo sikorka bogatka latała tam co i raz z czymsik w dziobie. A z rynny z dnia na dzień dobiegały coraz głośniejsze piski. No i dzisiaj w nocy padał deszcz. I teraz w rynnie - cisza. I żadne śmieci pod nią nie leżą, jak poprzednio. Codziennie nowe, bo teraz i ganek i taras muszę codziennie zmywać, choć to i tak daremne - sosna pyli i w kilka godzin po zmyciu znów jest tak jak było, jakby od niewiadomokiedy nie było sprzątane. Więc jak coś z gniazdka spadło to od razu było widać, no przynajmniej z rana.

07:27, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
środa, 24 maja 2017

Dostaliśmy! Dostaliśmy dofinansowanie na plac zabaw! Hura!!!!

A poza tym - znowu prasuję tę cholerną pościel, oby ją pokręciło, hm, odwołuję, odwołuję, oby jej bynajmniej nie pokręciło, oby ją wyprostowało raczej. Zwłaszcza te pieprzone poszwy na kołdry, w które co i raz fałdki mi się wprasowywują, ło Jezu. Ale - bez pracy nie ma kołacy :-) , albo - bez praczy nie ma kołaczy, jak kto woli

16:58, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (7) »

mi przyjąć wpisu. Nie to nie, nie będzie ;-)

07:14, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 maja 2017

To tylko newralgia międzyżebrowa, samo przejdzie. Tako rzekła pani Ważna (tak się nazywa nasz pierwszy kontakt). Ale właśnie mi się przypomniało, że jak mój mąż miał swój pierwszy zawał, a miał wtedy 37 lat to wezwałam pogotowie, a pan doktor takoż orzekł newralgię, dał jakiś zastrzyk i se pojechał. To było z wieczora, a nad ranem mąż się zwlókł, nie budząc mnie pojechał na pogotowie i tam po podłączeniu go do EKG okazało się, że to nie żadna newralgia tylko zawał. O! Ale mi (chyba) już przechodzi, więc myślę, że jednak, na razie - będę żyć ;-)

11:41, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »

Do przychodni, ale telefon mi uparcie mówi, że nie ma takiego numeru. Jak to nie ma, jak jest. Co prawda przychodnia działa dopiero od ósmej, to może wcześniej ten telefon jest wyłączony? Halinka (dzwoniła z rana) mówi, żeby nie liczyć na telefon, wsiadać w auto i jechać, ale. Ale na górze mam gości i nie wiem o której oni chcą się wynieść, powinnam w zasadzie w tym czasie być w domu. No bo wczoraj, jak pojechałam na basen, przed wyjazdem srogo im nakazałam zamknąć dom jak będą wychodzić (o, ten kluczyk z różową nakładką, górny zamek w drzwiach frontowych), ale po powrocie zastałam drzwi otwarte. Tu co prawda nikt nie chodzi, ale - strzeżonego pan Bóg - i tak dalej. A moje plecy (po naradzie z internetem tudzież z Karoliną doszłam do wniosku, że to raczej nerka) po wizycie na basenie, gdzie tym razem ku swemu wielkiemu żalowi nie pływałam za to wygrzałam paskudę w jacuzzi i w saunie jakby trochę lepiej, ale właśnie - jakby i trochę. Z telefonem do przychodni tyż lepiej - już nie mówi, że nie ma takiego numeru, jest tylko cały czas zajęty. No cóż - będę dzwonić do skutku.

08:02, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 maja 2017

cię nic nie boli to znaczy, że już nie żyjesz. Podobno tak się dzieje po czterdziestce, ale to chyba musieli wymyślić młodsi dwudziestolatkowie, dla których czterdziestolatek to omszały staruszek*. Ja za miesiąc będę miała 65 (rany boskie, nie, nie wierzę, absolutnie nie ma mo wy, ja się nie zgadzam) i na ogół jak się budzę to mnie nic nie boli. Do czasu, chłe, chłe, chłe. Zawsze - ten pierwszy raz, i te pe. No bo dzisiaj owszem, ledwo się ruszam, bo jak się nie ruszam to nie boli. Niemal że punktowo w jednym miejscu na plecach. A czemuż to o tym piszę? Wszak nie przepadam za "chwaleniem się" swoimi przypadłościami. No bo się umówiłam z moimi, że pojedziemy razem na basen. Moja obecność, oprócz zrobienia mi przyjemności, jest bardzo pożądana, albowiem w małym baseniku z dziećmi zawsze ktoś dorosły musi być, zwłaszcza z Kazikiem. No nic, najwyżej cały czas spędzę tam z dziećmi, oni sobie za to więcej popływają. A wczoraj oni pływali w jeziorze! No, króciutko, bo woda jeszcze lodowata. Nawet Kazik zamoczył stópki. Ja tylko rękę i miałam dosyć.

*Gdy byłam dwudziestolatką to też uważałam, że w roku 2000 będę kompletnie stara, hehe.

08:28, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
sobota, 20 maja 2017

wydaję dziś dla rodziny obiad inaugurujący taras i jego wspaniałe meble. Będzie zupa z zielska - szczaw nazbierałam za domem, na rosołku po psie ;-) z siekanym jajkiem na twardo. Potem bitki wołowe w sosie grzybowym, młoda kapustka, ćwikła i kasza, jeszcze się nie zdecydowałam jaka, chyba bulgur dam. A na deser dobrze schłodzone mango plus orzechy różne plus suszone owoce, też różne. Obiad jest zaplanowany na czwartą i tu kłopot - o czwartej słońce najbardziej wali na taras. Może zaczniemy w domu, bo już o wpół do piątej zaczyna na taras wchodzić cień od pobliskich sosen to się będzie można tam przenieść. Już prawie wszystko mam gotowe, tylko posprzątać jeszcze. Goście co przyjechali wczoraj poszli nad jezioro.

10:50, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 maja 2017

Hehe, ale nie taki pucuś ze skrzydełkami i łukiem w dłoni, nie. Mam na myśli amortyzator. Wzdech. Byłam dziś na przeglądzie ogólnym, niee, nie takim dorocznym obowiązkowym, bo tam by pewnie wykryli jakby się auto na pół rozpadło, albo inne bardzo grube sprawy. Byłam w zaprzyjaźnionym warsztacie. Przy okazji zmiana kół na letnie. No i powiedziałam panu mechanikowi, że coś kapie przy tylnym lewym kole. No i okazało się, że to amortyzator padł na amen. Ja na to, że do zarządu dróg wystąpię, bo to niewątpliwie wina naszej przecudownej drogi. Jak ktoś chce zobaczyć to jest tu. Film zrobiono jakoś tak pod koniec zimy, potem było jeszcze gorzej, w dwóch miejscach w ogóle nawierzchnia znikła. Teraz trochę połatali, ale nie wszystko, poza tym co to za droga - łata na łacie. Ala pan Kamil-mechanik objaśnił mnie, że owszem ,że zarząd dróg zwraca, po rozprawie sądowej, ale tylko w takim przypadku jakbym na jakiejś dziurze tak rozwaliła auto, że by się nie nadawało do dalszej jazdy. Wtedy wzywam policję, ona spisuje, potwierdza, laweta, naprawa - i zarząd dróg by zwrócił. Tak, jak tylko pękło i wycieka - to nieee. No a poza tym to 14-letnie auto, więc ma prawo to i owo mu się psuć. Nie to nie, mniejszy stres jak po prostu zapłacę. Wzdech, wzdech, wzdech. W sumie rzekł iż 6 stów, bo jeszcze jakieś paski od czegoś (mówił od czego, ale nie uznałam za stosowne zapamiętać, od czego by one nie były i tak trzeba wymienić). No to będzie najmarniej 7 stów, jak znam ten warsztat zawsze wychodzi im więcej niż planowali. Na razie zamówił te części i w przyszłym tygodniu będziemy to finalizować.

13:58, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 184