RSS
sobota, 20 stycznia 2018
piątek, 19 stycznia 2018

Opowiedziałam Karolinie o moim bliskim spotkaniu z łosiem. Na to ona spytała - jak bliskim? Hehe, bo ich znajomy kilka dni wcześniej miał podobne spotkanie, ale nie poprzestał na 10 metrach tylko podjeżdżał bliżej i bliżej, a łoś nic, stał i się gapił. Jak już podjechał naprawdę bardzo blisko łoś machnął głową i mu rogiem (o pardą, Karolina by zaraz sprostowała, że nie żadnym rogiem, tylko łopatą) wybił boczną szybę i dopiero po tym poszedł w las.

A mi dziś dziewczyny proponowały wyjazd do Olsztyna, bo Krysia ma jakieś następne badanie, ach, do licha, ma, kurcze, trójkę dzieci, wszystkie oczywiście zmotoryzowane, a jedna córka to nawet mieszka w sąsiednim domu - i muszą ją koleżanki do lekarza wozić? No to ja mówię ok, pojadę, ale Halina mówi, że ona, że jej autem. Na co ja, a niby dlaczego twoim, moje mniej pali. Ale - Krysia tu u mnie była, ze dwie godziny się czaiła zanim mi powiedziała o co chodzi i dała mi paczkę kawy, to ja się czuję zobowiązana. Kurcze, ja na to, paczka kawy kosztuje znacznie mniej niż ta benzyna co ty swoim potworem spalisz, zresztą moim też. Jej auto pali ponad 9 litrów, nie znam się, może ma coś źle ustawione, bo moje, teraz zimą, nieco ponad 6. A Halina na to - no przecież nie będę jej mówić, żeby mi zapłaciła za benzynę. Nie rozumiem tego. Ja chętnie podwiozę tego i owego jak mnie prosi. Jeśli i ja mam jakąś sprawę tam gdzie tego ktosia wiozę, albo przynajmniej w pobliżu - nie ma mowy o jakimkolwiek zwrocie kosztów, ale jeśli jadę gdzieś specjalnie dla tego ktosia to - bez pardonu mówię - trasa ma tyle a tyle km, mój samochód pali tyle a tyle, to na tej trasie - tyle. Nawet przyjaciołom. Koniec końców, powiedziałam, że skoro i tak chcesz jechać swoim autem to po co ja jeszcze, jakby moim to bym pojechała, nawet jakbym to nie ja miała prowadzić.

07:12, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
środa, 17 stycznia 2018

Zawiozłam telewizor, złożyłam deklarację do US, odebrałam magiel (tak taak, schytrzyłam się, nie chce mi się prasować tej cholernej pościeli po gościach) i wracam. W tamtą stronę pojechałam dalszą drogą - szosą, co by mi się telewizor nie wytrząsł, ale wracałam już normalnie, przez las. No i jadę se jadę, powoli, bo tam okropne wertepy ostatnio i cóż ja widzę - na środku drogi stoi dorodny łoś. Zatrzymałam się, a on nic - stoi frontem do mnie i patrzy. Ani drgnie. Powolutku podjechałam bliżej a ten nadal nic, jeszcze bliżej - stoi. Gdy byłam na jakichś 10 metrach, a ten nadal nic to zatrąbiłam, bałam się podjechać jeszcze bliżej, a nuż zaatakuje, jak przekroczę jego dystans ucieczki? Zatrąbiłam. Spojrzał na mnie jeszcze raz i powoli i dostojnie (łoś porusza się bardzo dystyngowanie) odszedł w las. Niedaleko, jakieś 20-25 metrów, zatrzymał się i dalej się gapił. A ja powolutku odjechałam.

08:26, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (9) »
wtorek, 16 stycznia 2018

Dam, dam, co bym se miała nie dać. A jak nie dam to se będę musiała nowy telewizor kupić. Bo. Zepsuł się, nie działa już od piątku, dzisiaj zadzwoniłam do pana naprawcy (w Szczytnie niestety najbliższy) i powiedział, że trzeba przywieźć. Ciężkie to i nieporęczne, ale, hm, po wczorajszych doświadczeniach wolę pojechać do Szczytna sama. Na razie go porozłączałam, odkurzyłam, przygotowałam koc do owinięcia i się czaję - co dalej. Jeszcze mam kilka spraw w Szczytnie, to tym bardziej wolę sama, Halinka co prawda nie pospiesza, ale głupio mi ją tak długo absorbować. No nic, biorę się i trzymajcie kciuki, abym go (tego telewizora) dowiozła do Szczytna w całości. On, kurcze, nie jest ciężki, nieco ponad 7 kilo, ale jakżeż nieporęczny. Ale też i jest pewien plus z tej sytuacji. Otóż Darek-psuj co tu mi domu pilnował jakem była w sanatorium rzekł był iż moje radio nie działa, stało se takie bidne i faktycznie - nie działało. Ale, jak i telewizor przestał działać to się temu radiu przyjrzałam i okazało się, że jest całkowicie poodłączane - od prądu, od anteny i od głośników. Połączyłam toto wszystko i gra. Co prawda tylko 4 stacje łapie w tym jedna jakaś bardzo religijna Józef czy też Maryja, nie słuchałam tego kanału na tyle długo, żeby się do nazwy dobić. No - ale chociaż mi tu cisza nie krzyczy - ŁAAAAA

10:49, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »

prowadziłam przez mniej więcej połowę, przez resztę Halinka, Krysia zapłaciła za benzynę. Jakoś nie za bardzo mogłam zrozumieć dlaczego ona musiała na tę konsultację jechać aż do Suwałk, czemu się tego nie dało zrobić w Olsztynie, ale - jeśli miała taką potrzebę to się ją zawiozło i tyle. Konsultacja była w sprawie zaćmy, dosyć długo tam strawiłyśmy, ze dwie godziny, albo i więcej, bo się jej, pomimo trzykrotnego zakrapiania atropiną, źrenice nie chciały rozszerzyć i się w końcu nie rozszerzyły. Ale i tak zbadali i orzekli, że ona ma w oku jakieś zrosty spowodowane jaskrą i oni się tak czy inaczej nie podejmą jakichkolwiek zabiegów na jej oczach, bo oni robią tylko proste rzeczy, a tu jest sprawa bardzo skomplikowana i niech się zgłosi do kliniki w Białymstoku. Ale, kurde, po co tak daleko, zaraz zadzwoniła do córki, żeby jej coś w Olsztynie znalazła. A opinię komisji ma na piśmie, więc ma podkładkę. A co do mnie, to przestaje mi się podobać prowadzenie auta z Halinką u boku, bo kłócimy się przy tym jak stare małżeństwo. Powiem jej na przyszłość, że ma mi tylko podawać dane z GPSa bez dogadywania - naciśnij, przyspiesz, zwolnij, bliżej środka, bliżej brzegu, wyprzedź go, nie niee, co ty robisz. I te de i te pe, bo ja wiem co robię i chyba już dosyć dobrze prowadzę.

08:05, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 stycznia 2018

Na zebraniu u sołtysa, kilka dni temu, ustalono kto i co. No więc - trzech panów ma przygotować ognisko, ja o dwunastej mam pojechać po zamówione 4 kilo kiełbasy z dodatkami, o wpół do pierwszej rozpalamy ognisko, jak się już rozhajcuje i zrobi się trochę żaru - wstawiamy nań ruszt z kiełbaskami, żeby były gotowe na wpół do drugiej. Bo o wpół do drugiej z wyciem i błyskaniem zajeżdża straż pożarna z wolontariuszami, którzy zawsze chętnie się u nas kiełbaskami posilają. Ponoć zakazano używania do tego celu straży pożarnej, ale ta jest ochotnicza i mogą nam naskoczyć. No to idę się pucować :-)

09:35, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
piątek, 12 stycznia 2018

No bo tak. Zadzwoniła przed chwilą Krysia, ale sama się jakoś nie ośmielała tego powiedzieć, więc oddała słuchawkę Halince. Ta się chwilkę certoliła, że to nie na telefon, że one do mnie przyjdą i powiedzą, bo Krysia ma problem. Aale od słowa do słowa - powiedziała o co biega. Otóż Krysia musi być w poniedziałek o dwunastej w Suwałkach i nie ma się jak tam dostać. Na co ja - ok łaj not, zawiozę ją, ale ty też z nami pojedź. Ona, że oczywiście, ona też. Ale i tak zaraz tu przyjdą, żeby sprawę obgadać. No to - w poniedziałek jadę do Suwałk, hm, tam i z powrotem - ponad 400 km.

09:00, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
środa, 10 stycznia 2018

On po pierwsze wcale nie jest mechanikiem, a po drugie - nie ma warsztatu świadczącego usługi naprawcze dla ludności. Mój Pan Mechanik wraz z dwoma braćmi, ojcem i matką prowadzi dużą firmę przewozową z wieloma ogroomnymi ciężarówami, którymi jego ludzie jeżdżą po całej Europie i na wschód też. No i do obsługi tychże ciężarówek ma warsztat, a w nim kilku mechaników. A naprawy małych autek robi jak ma wolne moce przerobowe - dla krewnych i znajomych. A że ci trzej bracia kumplują się z moim synem to i ja do owych krewnych i znajomych się zaliczam. No więc, kiedy tam pojechałam w ubiegłym tygodniu, zaraz po tym stuknięciu to Pan Mechanik niemechanik po obejrzeniu wgniotków na tylnej klapie orzekł, że klapę prawdopodobnie trzeba będzie wymienić, ojojoj, ojoj i jeszcze raz ojoj. Tysiak pęknie jak nic. I na cały dzień toto trzeba będzie u niego zostawić. Ale teraz to nie ma wolnych mocy, mam się zgłosić w przyszłym tygodniu. No to dzwonię ci ja do niego w poniedziałek, a on - dopiero w środę, wcześniej się nie da. Ok, niech będzie. Umówiłam się z Halinką, że jakby co to tam po mnie przyjedzie, dam jej znać i pojechałam. Na miejscu rzekłam byłam iż te wgniotki na tylnej klapie ani mi ani autku nie wadzą, chodzi mi tylko o to, aby się bagażnik dał zamknąć. No to on oddał autko w ręce mechaników, mi zrobił kawę - niech pani siądzie, poczeka, się zobaczy. Po piętnastu minutach wrócił, oddał mi kluczyki i rzekł - zrobione. Wgniotki co prawda zostały, ale co to komu szkodzi, bagażnik zaś działa lepiej niż przedtem. Koszt? Hihihi - 20 (słownie: dwadzieścia) PeeLeNów. No i super, super.

12:57, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 stycznia 2018


tam NAPRAWDĘ jest BARDZO gorąco :-)

14:51, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 stycznia 2018

Niestety tym razem sporo, pan mechanik powiedział, że prawdopodobnie w tysiaku się zmieszczę. Dlaczego nie wzięłam danych od tej dziewczyny, co mnie stuknęła? No zgłupiałam, kurde, chodzę po domu i zrzucam gromy na swą głowę, przeplatając je najgorszymi wyrazami, cholera, durna baba. Znaczy się ja durna. A już myślałam, że z długów wyszłam. No, ale stało się i już się tego nie odkręci, większe, bardziejsze sprawy przeżyłam to co się mam przejmować jakimś marnym tysiakiem. W dodatku może się jednak da wyklepać, to wtedy znacznie mniej. No, co się mam przejmować, dzień taki piękny, a jutro też będzie dzień.

09:36, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 197