RSS
niedziela, 23 lipca 2017

jeśli kogoś to ciekawi to tu są zdjęcia. A pod koniec było już tak ciasno, że się prawie tańczyć nie dało

16:10, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 lipca 2017

o matko, to już dziś. Warnik stoi na piecyku, gadżety posortowane w pudełkach, talerzyki, tacki, filiżanki jeju, tyle tego, w pudłach na środku pokoju. Kawa, herbata, zaraz jadę do sołtysa, bo mi sołtysowa ma wyciągnąć kleszcza z pleców, a zaraz potem po kiełbasę i chleb. Ha, potem chyba chwila przerwy, potem się wysztafirować, ale bez przesady, czarne spodnie i elegancka bluzka to niee, ale co? A o wpół do drugiej muszę już być na polu namiotowym i czekać na gości. Oj, oj, ten dzień też minie i w końcu będzie późny wieczór i już będzie po wszystkim. Tylko spokojnie, Agnieszko, nie wariuj.

07:32, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
piątek, 21 lipca 2017

i było już po wszystkim. Dzisiaj zaraz jedziemy po ser i margarynę dla tych kobitek co mają ciasta piec. Pozostałe składniki (mąka, cukier, jaja, proszek i już sama nie wiem co) już dostały. Przy okazji odbierzemy te rzeczy co nie muszą być w lodówce (sztućce, obrusy, talerzyki, węgiel i te pe). Jutro z rana jeszcze chleb i wędlinę na grilla. Wczoraj posortowałyśmy nagrody na te dla małych dzieci, dla większych dzieci i dla dorosłych. A jutro ja po zjedzeniu uroczystego obiadu mam się cichutko zmyć i służyć moim autem do przewiezienia tego i owego, a potem pilnować wydawania kiełbasy i innych produktów na grilla, żeby nie poszło wszystko na raz, a przede wszystkim, żeby w pierwszym rzędzie dostali goście. Oprócz tych gości z bratniej, eee, partnerskiej wioski będzie jakaś ważna osoba z urzędu marszałkowskiego, pan wójt, pani sekretarz gminy, jakieś osoby z rady gminy, a ja jako jedyna abstynentka mam być dyspozycyjna z samochodem. Prawdę mówiąc sama nie wiem do czego, bo nie mam zamiaru nikogo odwozić, nawet do sąsiedniej wioski, ale, hm, w aucie będę miała te kiełbachy do wydawania, aaaaaaa... Niedzielo, nastań! Ale - fajno jest.

07:06, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 lipca 2017

Wczoraj ostatecznie ustaliłyśmy menu na obiad dla sobotnich gości. Przyjeżdża 20 osób plus kierowca z zaprzyjaźnionej wioski, do tego 10 ludzi od nas. I sam pan Wójt osobiście w swej własnej wójtowskiej osobie. Albowiem poprosiliśmy go, żeby opowiedział naszym gościom o historii naszej wsi. On jest z wykształcenia prawnikiem, ale z zamiłowania historykiem ze szczególnym uwzględnieniem historii tych ziem i z ochotą opowie co wie. Plakaty już są porozwieszane, u nas i w okolicy. Jeszcze pomogłam Halinie ułożyć drzewo na opał, ale to już w ramach prywaty, zaś społecznie - byłyśmy jeszcze w sklepie, w którym kupujemy zaopatrzenie uściślić zamówienie. Dzisiaj zaraz lecę na nasz plac, bo mają przywieźć i montować plac zabaw dla dzieci, z gminy też ma ktoś być. Aaa, niezadowolona jestem, bo mi Halina zepsuła koncepcję. Ja tam wszystko starannie wymierzyłam, żeby te zabawki, a właściwie to jedna wielka zabawka, takie super combo drewniane, no, żeby toto stało między drzewami. Wymierzyłam, nakazałam wycięcie trzech zawadzających drzew i ok. A ona niczego nie mierząc orzekła na oko, że za mało miejsca i kazała wyciąć jeszcze 6 drzew, więc zabawka będzie stała na łysej polance. No cóż, jest jak jest, bo się wszak już tych drzew nie przyprawi z powrotem, ale nie jestem zadowolona. No i tyle na dzisiaj. Jutro trzeba pojechać do Szczytna po resztę zakupów i po wstęgę do przecięcia, bo ten plac będzie w sobotę uroczyście otwarty. Ja tam podchodzę do tego wszystkiego w miarę spokojnie, ale Halina się cały czas denerwuje. No i muszę trochę nad sobą popracować, żeby jej te 6 drzew wybaczyć. No cóż, przywiozą, ustawią, zobaczymy jak to się będzie prezentować.

10:19, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 lipca 2017

Mi się widowisko bardzo podobało, ten rozmach, tyle koni, tylu rycerzy. No i w dodatku myśmy wygrali ;-) Dzisiaj podali, że było ok 75 000 ludzi, znaczy się widzów, bo tych walczących to jednak znacznie mniej. Ale - tam jest tak ogromny teren, że ten cały tłum w nim ginął. W Legolandzie było ludzi znacznie gęściej. Myśmy tam zajechali niewiele po dziesiątej i zaparkowaliśmy przy samiutkim wyjeździe z parkingu, a ja zapowiedziałam, że wszyscy mają zaraz po zakończeniu inscenizacji możliwie najszybciej udać się do autokaru. Na łażenie po straganach był czas przed pokazem. Ale jeśli sobie stragany darować, to można przyjechać półtorej godziny przed i zająć całkiem dobre miejsce. A stragany, owszem, były też z plastikowym badziewiem odpustowym, ale niewiele i zgromadzone osobno. Bo głównie to można było kupić giezła, nogawice, jakieś nakrycia głowy czy inne ubiory, niektóre nawet robione ręcznie od zera czyli łącznie z ręcznym tkaniem czy filcowaniem. Jakieś wyroby ludowe, ale nie takie od sztancy, no, różne fajne rzeczy. Straszono nas, że z wyjazdem tam jest krucho, ale nakazałam szybki odwrót i już po 15 minutach byliśmy w drodze powrotnej i byłoby fajnie, gdyby nas (i wszystkich innych) po kilkunastu kilometrach policja nie zawróciła z powrotem, bo zdarzył się wypadek śmiertelny i drogę zamknęli. Ale tylko godzinkę jechaliśmy w korku i gdyby nie ten wypadek to by korka nie było. Ja jestem z wycieczki zadowolona i będę w przyszłym roku namawiać rodzinę na taki wyjazd.

18:34, agnieszka_spod_szczytna
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 lipca 2017

Wczoraj odwiedzili mnie przyjaciele z dawnych lat. Byli oczywiście zachwyceni. Moim domkiem, moją okolicą, moją wsią, że tak czysta i wysprzątana, naszym placem wiejskim z jego wszystkimi atrakcjami. I mną, a co. A dzisiaj jedziemy na Grunwald. Autokar 40-to osobowy i mam komplet. No to idę się szykować, wyjazd o dziewiątej, ale muszę, jako organizator, być tam wcześniej.

06:44, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (3) »
czwartek, 13 lipca 2017

Wszystko (chyba, że coś przeoczyłyśmy) na przyszłosobotni festyn już zamówione w zaprzyjaźnionym sklepie. W zaprzyjaźnionym nie ze względu na rodzinno-przyjacielskie koneksje tylko dlatego, że ten sklep daje nam spore rabaty i za te nasze nędzne 750 zł można więcej kupić. Naczynia jednorazowe, obrusy papierowe, serwetki (nawet nie serwetki tylko ręczniki papierowe co za nie mają robić), kiełbasa, kaszanka, kiszka ziemniaczana, węgiel do grilla, napoje, a nawet 5 butelek "kiełbasy" w płynie. Tam się wóda lała gęsto to i my nie możemy być gorsi, zwłaszcza, że myśmy się od nich zwinęli przed szóstą, a oni u nas zostają na wieczór. Na pojutrzejszą wycieczkę na Grunwald mam już komplet. A! Jeszcze kupiłyśmy za 250 zł różne drobne gadżeciki na nagrody w konkursach. Tylko ten pan z gminy co zawsze animacje robi to akurat w jakimś dołku jest i się nie bardzo pali do prowadzenia czegokolwiek. Może się do przyszłej soboty ogarnie, mam nadzieję. Czyli - dzieje się. A dzisiaj pucuję, czyszczę, odkurzam i te pe i te de, bo ci goście co mi tak zależy, żeby się przed nimi popisać to będą jutro. A w międzyczasie układam pelet w komórce, bo mi go wczoraj przywieźli na paletach i ustawili na razie pod wiatą. No to - do roboty, Agnieszko, do roboty!

09:10, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 lipca 2017

takie lato jest super. Człowiek nie dyszy w upale, a to, że wieczorem wychodząc gdzieś trzeba założyć bluzę... Słoneczko świeci, maślaki, nawet na moim terenie rosnące, już się gościom znudziły - niech sobie rosną. Jedni goście już dzisiaj wyjeżdżają, drudzy w środę. A w czwartek, o rany, jaka jestem podekscytowana, w czwartek nawiedzą mnie przyjaciele z dawnych lat. Nie wiem czy na obiad, czy na coś innego, jeszcze nie dogadaliśmy, ale będą tu i ja cała dumna i blada będę się przed nimi chwalić moim nowym życiem. A co, należy mi się. To kiedyś, kiedyś był Onego najlepszy przyjaciel, ale już od dawna nie jest, nawet ten Bartek nie chce (jak zresztą obfite grono jego byłych przyjaciół) utrzymywać z Onym żadnych kontaktów. I wczoraj odezwał się do mnie na fejsbuku, że będą w okolicy na wczasach (bagatelka, sprawdziłam, 65 km ode mnie) i czy by mnie mogli odwiedzić. No, naprawdę się ucieszyłam. Bo nawet sobie od czasu do czasu o nich myślałam, jakby to było fajnie, jakby mnie tu Bartek z Hanią odwiedzili, nawet szukałam ich w internecie, ale jakoś bezskutecznie. On (mój przewspaniały były, nie Bartek) mówił, że się wyprowadzili z Warszawy gdzieś daleko i On nie wie gdzie. Może tak, może nie, wszystkiego się dowiem w czwartek. I super.

A lusterka przy aucie nadal nie mam. Owszem, kupiłam, próbowałam założyć - nie udało się, próbował mój pan gość - też mu nie wyszło, pojechałam do syna, on się nad tym męczył dobre parę minut - i nic. Dzisiaj więc jadę na warsztat, jak i tam się nie uda, niestety zwracam owo lusterko (bo kupiłam w sklepie u znajomego, który rzekł iż mam zwrócić jak nie będzie pasowało) i wracam do punktu wyjścia. Oby się udało, bo dziś muszę pojechać do Nidzicy po Halinkę na pociąg, miała wracać wczoraj, ale nie dostała biletu.

08:00, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 lipca 2017

Dobrze chociaż, że przestało padać. Ale - dziś z rana było 9 stopni, w dzień w najgorętsze momenty - 22-23. Woda w jeziorze nadal nie nadaje się do pływania, wczoraj zmierzyłam - po wierzchu 20, ale już metr głębiej tylko 19. Moi goście jedni jeżdżą sobie tu i tam na rowerach (to ci państwo bliżej mi nieznani), a moje krakowskie dziewczyny łażą po najbliższej okolicy i fotografują, fotografują, fotografują. Motylki, robaczki, kwiatuszki, chmurki, trawki i wszystko, wszystko co wpadnie pod obiektyw. Wczoraj nazbierały furę maślaków, poczęstowały mnie potrawką. No w ogóle fajnie jest tylko aura taka bardziej wiosenna niż letnia. Może jutro pojedziemy na basen, chłe, chłe, chłe, w środku lata i nie jezioro a basen, no co za czasy, bo za moich czasów tooo... A propos to nie cierpię tego wyrażenia, moje czasy są póki żyję, a nie kiedyś tam w młodości ,a potem to co - już nie moje? No, dobra, goście zaczynają się na górze ruszać, czas się za coś wziąć.

07:02, agnieszka_spod_szczytna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 lipca 2017

A jak wracałam z miasta to se tylko myślałam - czy nieszczęścia chodzą parami czy raczej do trzech razy sztuka. Ale okazało się, że tylko parami. Bo tak - najpierw zagapiłam się na jakieś kobitki z tyłu auta, co były nie za bardzo zdecydowane czy iść i gdzie iść, raz w te raz w tamtą. Powolutku sobie wyjeżdżałam spomiędzy innych aut i nagle - nie chce dalej jechać. Patrzę ci ja a ja zawadziłam moim przodem o tył sąsiada. Troszkę go obtarłam i siebie też. Zostawiłam mu za wycieraczką wizytówkę z informacją i pojechałam załatwiać to co tam załatwić na mieście miałam. Załatwiłam i wracam. Po drodze roboty drogowe, puszczają tylko jedną stroną, druga odgrodzona słupkami. Dość rzadko. Przede mną jechała ciężarówka, dwoma kołami po poboczu. A ja se myślę - noo, ona tak jedzie, bo jest szersza, a ja doświadczona na naszej wąskiej drodze mogę pojechać asfaltem, tak samiutkim skrajem. Jadę jadę i bach - jeden słupek był bardziej wysunięty niż inne i lusterko - trach. Ale po obejrzeniu okazało się, że tylko wkład poszedł, powolutku jechałam. Aj, tam takie nieszczęścia, oby tylko takie mnie spotykały, nie większe. Ale zła jestem %$^$# %@$% i jeszcze k...wa. O!

15:34, agnieszka_spod_szczytna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 187